Jak poprawiłam stan moich włosów? – wurly.

Jak poprawiłam stan moich włosów? – wurly.

Włosomaniaczką jestem od 5 lat jednak do tej pory miewam różne problemy z włosami, na które jednak ciągle szukam nowych sposobów. Na przestrzeni tych lat, stan moich włosów uległ znacznej poprawie. W ciągu tego czasu zaczęłam także stylizować moje falowane włosy. Przez cały ten czas przetestowałam wiele sposobów pielęgnacji włosów, setki maseczek i innych produktów. 

Moje cienkie włosy zmieniły swoją porowatość z wysokiej na średnią oraz zyskały na długości, a także skręcie (wynika to w moim przypadku z rozpoczęcia przygody ze stylizacją, gdyż moje włosy zawsze miały skłonność do falowania). 

Poniżej opisałam kilka istotnych rzeczy, które poprawiły wygląd moich włosów. Nie są to zmiany, od których zaczynałam a zmiany, które wprowadziłam na przestrzeni ostatnich 5 lat. Opisałam kilka najważniejszych po których w szczególności widziałam różnicę.

Jeśli posiadasz włosy podobne do moich – włosy cienkie falowane/kręcone wurly – lub jesteś niezadowolona z ich wyglądu, przyjrzyj się swoim włosowym nawykom czy metodom, bo zmiana nawet jednego małego elementu może po czasie dać super efekty na Twoich włosach.

Co zmieniłam w mojej pielęgnacji włosów wurly?

Rezygnacja z szamponów zawierających silne detergenty (SLeS)

Kiedyś przez długi czas nie potrafiłam się przekonać do delikatnych szamponów, które puszyły moje wysokoporowate włosy. Często także zdarzało mi się nie domywać nałożonego wcześniej oleju, mimo jego emulgowania. Używałam wówczas delikatnych szamponów dostępnych w drogeriach stacjonarnych ze względu na brak możliwości zakupu przez internet (wówczas nawet w internecie ciężko było mi znaleźć delikatny szampon). W tamtym czasie były to głownie szampony przeznaczone dla dzieci np. Babydream. Często po myciu z użyciem takiego szamponu moje włosy były bardzo poplątane, suche i spuszone. Dlatego też wtedy zrezygnowałam z ich używania i wróciłam do tych silniejszych (zawierających SLS, SLES oraz często silikony – wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam), które lepiej mi się sprawdzały.

Po dłuższym czasie dzięki zwiększeniu dostępności łagodnych szamponów w drogeriach mogłam w końcu pozwolić sobie na zakup czegoś nowego. Wybór padł na szampon Petal Fresh (winogronowy). Po kilku miesiącach jego stosowania w końcu widziałam znaczną poprawę w kondycji włosów. Włosy na długości wyglądały znacznie lepiej, zaczęły bardziej błyszczeć i sprawiały wrażenie zdrowszych. Nie jest to jednak magiczna zasługa szamponu, który jak wiemy powinien służyć do oczyszczania skóry głowy a nie włosów na długości, a ograniczeniu silnych detergentów. 

Od tamtej pory przetestowałam już wiele innych delikatnych szamponów i do tej pory służą mi one do mycia skóry głowy. Szampon z mocnymi detergentami służy mi już do sporadycznego mycia głowy, czyli mniej więcej raz na 2 tygodnie.

Łagodne szampony jakie mi się sprawdziły to np. Ecolab Macadamia, Biolaven, Sylveco, czy wcześniej wspomniany Petal Fresh.

Zatem nie warto od razu się poddawać i twierdzić, że coś nie jest dla nas, warto wypróbować czegoś innego lub po prostu dać sobie czas.

Zaprzestanie czesania włosów grzebieniem/szczotką (nawet mokrych)

Kiedyś praktycznie co mycie, wilgotne włosy czesałam szczotką lub grzebieniem i uważałam, że tak jest „prawidłowo” i powinnam się tego trzymać (wówczas nie stylizowałam jeszcze włosów). Kiedy przestałam czesać włosy ich kondycja i wygląd uległy znacznej poprawie. Oczywiście nie stało się to z dnia na dzień, jednak kiedy całkowicie zrezygnowałam z ich czesania po kilku miesiącach zwróciłam uwagę, że mimo tej samej pielęgnacji wyglądają lepiej. Przed wszystkim przestały odstawać na długości. Zwróciłam też wtedy uwagę na to, że coraz ładniej się falują i wkręciłam się w temat stylizacji i pielęgnacji loczków i fal. 

W tym momencie rozczesuję włosy tylko raz na jakiś czas np. raz na dwa/trzy miesiące lub rzadziej. Włosy czeszę tylko palcami podczas mycia i ewentualnie używam szczotki tangle teezer do odbicia ich u nasady.

Dodatek półproduktów do kosmetyków

Np. wzbogacanie masek/odżywek olejami, żółtkiem, spiruliną, aloesem, miodem, żelem hialuronowym, kakao; szamponów – olejkami eterycznymi.

Uwielbiam bawić się w małego chemika, robić mikstury i maseczki włosowe. Dzięki temu poznałam wiele połączeń do których regularnie wracam i jestem mega zadowolona z efektów.

Jak prawie każda włosomaniaczka swoją przygodę zaczynałam z maskami Kallos. 5 lat temu kiedy nie miałam dostępu do zbyt wielu kosmetyków a budżet był mocno ograniczony były to jedne z nielicznych masek na jakie mogłam sobie pozwolić. Pierwszymi maskami od Kallos jakie posiadałam były Kallos blueberry i keratin. Nie zadziałały one jednak tak jak chciałam na moich mocno spuszonych, suchych i wysokoporowatych włosach. Dlatego wertowałam często internet w poszukiwaniu sposobów na lepiej wyglądające włosy. Znalazłam wówczas mnóstwo przepisów na maseczki domowe oraz przykłady jak wzbogacać kosmetyki półproduktami. Od tamtej pory cały czas eksperymentuję i korzystam z tych sposobów gdyż posiadam kilka masek/ odżywek po których efekt na moich włosach jest mizerny ale już w połączeniu z jakimś półproduktem daje mi super efekt na włosach.

Przykładem maseczki którą od lat stosuję w mojej pielęgnacji jest maseczka z dodatkiem spiruliny (jako źródło protein) do maski np. kallor keratin. Wówczas powstaje maseczka bogato proteinowa, dlatego do maski takiej dodaję zazwyczaj jeszcze kilka kropel a nawet łyżeczkę oleju lnianego czy ze słodkich migdałów. Efekt na moich włosach po takiej maseczce jest zawsze lepszy niż gdy użyłabym maski Kallos keratin solo. Oczywiście nie jest to jedyna maska do której możemy dodać spirulinę. Ja dodawałam ją jeszcze do wielu innych masek, zarówno innych masek od kallos jak i innych masek drogeryjnych. 

Jeżeli chcę dodać włosom objętości używam kakao (jako dodatek do maski). W tym przypadku niewielką ilość kakao dosypuję do porcji maski czy odżywki (w przypadku moich włosów na łyżkę maski używam ok 1/3 łyżeczki kakao).

Jeżeli zależy mi na mocniejszym wygładzeniu włosów stosuję np. makę ziemniaczaną czy dodatek oleju do maski. W przypadku mąki ziemniaczanej jest to ilość ok ½-1 łyżeczki. W przypadku oleju w zależności od tego jak sprawdza mi się na włosach np. w przypadku oleju z pestek winogron jest to kilka kropli, zaś w przypadku oleju lnianego, z czarnuszki czy słodkich migdałów ok 1 łyżeczki.

Oczywiście ilość użytej maski i dodatków zależy od tego jakiej grubości mamy włosy oraz od ich gęstości czy porowatości więc wszystkie proporcje należy dopasować do swoich potrzeb poprzez testowanie i obserwację. ☺

W przypadku kiedy widzę, że moim włosom potrzeba nawilżenia (analizuję tutaj zazwyczaj kosmetyki, które ostatnio używałam aby upewnić się, że rzeczywiście powodem gorzej wyglądających włosów jest brak nawilżenia) dodaję do maski (zazwyczaj emolientowej lub emolientowo-proteinowej) niewielką ilość żelu hialuronowego (kilka kropli) lub żelu aloesowego (pół łyżeczki).

Dodatek olejków eterycznych do szamponu sprawia, że moje włosy są bardziej odbite od nasady, a skóra głowy pozostaje w dobrym stanie. Olejków eterycznych nie używam co każde mycie, jest to zabieg który stosuję ok. raz na tydzień. Nie powinnyśmy ich używać solo na skórę, gdyż są mocno stężone. Ja zazwyczaj używam ilości ok. 2-4 krople na porcję szamponu, całość spieniam w spieniaczu i nakładam na skórę głowy, masując delikatnie przez kilka minut.

Olejki eteryczne jakich używam to np. olejek rozmarynowy, lawendowy, z mięty pieprzowej, z drzewa herbacianego czy eukaliptusowy.

W przypadku używania olejków eterycznych należy zrobić wcześniej próbę uczuleniową. Należy także być ostrożnym z ich używaniem w przypadku wrażliwej skóry głowy.

Niedługo pojawi się zbiór naszych ulubionych przepisów DIY, który powstaje razem we współpracy z Weroniką (IG @w.ekspresja), więc będziesz mogła zobaczyć moje ulubione przepisy.

Korzystanie z turbanów z mikrofibry np. Loczek czy Nabaji zamiast zwykłego ręcznika

Zmiana zwykłego ręcznika frotte na turban znacznie ułatwiła mi życie gdyż są znacznie łatwiejsze w obsłudze, to po pierwsze. Po drugie, najważniejsze – już po kilku tygodniach używania turbanu włosy mniej się puszyły i były gładsze, po kilku miesiącach mogłam także zauważyć, że końcówki mniej się niszczyły niż w czasie kiedy używałam ręcznika frotte.  Przestałam także obserwować nadmierne ilości nieestetycznych włosków odstających na całej długości. Oczywiście rezygnacja ze zwykłego ręcznika nie zastąpi całej pielęgnacji, olejowania czy zachowania równowagi PEH ale była dla mnie krokiem po którym widziałam, że moje włosy wyglądają na ładniejsze i zdrowsze.

Początki pielęgnacji
Obecnie

Hennowanie włosów

Rozpoczęcia hennowania włosów także było elementem który świetnie wpłynął na wygląd moich włosów. Przede wszystkim zależało mi na poprawie ich kondycji, pogrubieniu, kolor był dodatkowym atutem. Odkrycie mieszanki pielęgnującej która dodatkowo ma idealny dla mnie kolor było strzałem w dziesiątkę. Hennę (mieszankę ziół od Sattvy od kolorze ciemny brąz) nakładałam już kilka razy i jestem bardzo zadowolona z efektów jakie uzyskałam już po pierwszej aplikacji. Moje włosy po hennie zyskały mnóstwo blasku i miękkości oraz otrzymałam kolor o jakim marzyłam i to bez konieczności użycia chemicznych farb. Mieszanka ziołowa od Sattvy jest jednym z produktów po które od prawie roku sięgam regularnie i zamierzam kontunuować swoją przygodę z henną gdyż moje włosy bardzo ją polubiły.

Więcej na temat mojego hennowania w jednym z ostatnich postów na Instagramie. Znajdziesz tam też wideo, gdzie przygotowuję mieszankę i nakładam ją na włosy.

Zmiana mojej równowagi PEH

Rozpoczynałam swoją przygodę z włosomaniactwem z włosami o wysokiej porowatości jednak ze względu na to, że moje włosy kiedyś były w gorszym stanie, częściej je olejowałam, nakładałam maski na dłuższy czas, pielęgnacja opierała się w dużej mierze na emolientach. Takiej pielęgnacji długo się trzymałam jednak po czasie przestała im służyć i zaczęły gorzej wyglądać, strączkowały się, często były oklapnięte, na przemian z puchem i suchością. Testowałam wówczas wiele rozwiązań i szukałam sposobu na poprawę ich wyglądu. Przyjrzałam się kosmetykom, których używam oraz zapiskom z myć i zaczęłam wprowadzać zmiany. 

Zmieniłam swoją „włosową dietę” – w mojej pielęgnacji było zbyt mało protein ze względu na to, że często słyszałam/ czytałam o tym jakie mogą być efekty przeproteinowania i że proteiny powinny gościć w pielęgnacji w mniejszym stopniu. Wiedza ta sprawiła, że używałam ich rzadko a wręcz unikałam wszelkich kosmetyków je zawierające.

Jeżeli chodzi o nawilżenie włosów to często możemy się spotkać z hasłami dotyczącymi nawilżania włosów, jeśli źle wyglądają, są spuszone – brakuje im nawilżenia, jeśli nasze włosy gorzej wyglądają szukamy w internecie sposobów i częstym rozwiązaniem jakie możemy znaleźć jest to aby włosy  nawilżyć. Sama nie będąc jeszcze do końca świadomą włosomaniaczką korzystałam z tych właśnie sposobów i wydawało mi się, że moje często suche i spuszone włosy mogą potrzebować właśnie nawilżenia. Dlatego jeżeli w masce znajdowała się gliceryna, aloes czy miód uważałam, że taka maska powinna świetnie się spisać. Nic bardziej mylnego: dopiero po głębszej analizie dziennika włosowego i obserwacji włosów przez dłuższy czas doszłam do wniosku, że to im nie służy. 

Nawilżacze, czyli humektanty, znajdują się w bardzo wielu maskach czy odżywkach. Początkowo nie znając się jeszcze za bardzo na składach nie zwracałam uwagi w jak wielu z kosmetyków w mojej łazience one goszczą. 

Zaczęłam testować i kombinować z różnymi zestawieniami, zakupiłam kilka nowych kosmetyków zawierających proteiny a ograniczyłam ilość kosmetyków bogatych w humektanty. 

Przewaga protein nad humektantami i ograniczenie zbyt częstego olejowania włosów (wcześniej olejowałam włosy zazwyczaj przed każdym myciem, a więc 3-4 razy w tygodniu) spowodowała polepszenie się wyglądu moich włosów. Zmiany takie wprowadziłam stosunkowo niedawno bo zaledwie roku temu i do tej pory w dużej mierze trzymam się podobnej „równowagi PEH”. Zmiana potrzeb moich włosów wynikała ze zmiany porowatości z wysokiej na średnią.

Ograniczenie olejowania włosów odbiło się niestety na wyglądzie końcówek, gdyż zaczęły mocniej się rozdwajać, zatem zaczęłam ponownie częściej olejować włosy jednak dotyczyło i dotyczy to tej pory to głównie końcówek, które w przypadku długich, cienkich włosów jakie posiadam są szczególnie skłonne do zniszczeń.

Obecnie całe włosy olejuję ok 2-3 razy w miesiącu, a ok. 2 razy w tygodniu staram się olejować same końcówki (na czas od 20 min do godziny).

Nie twierdzę oczywiście, że teraz powinnaś od razu rzucać się na proteiny, a wyrzucać maski zawierające aloes czy glicerynę, bo Twoje włosy mają gorszy okres, chcę tylko powiedzieć, że zmiana mojej równowagi PEH sprawdziła się w moim przypadku gdyż obniżyła się porowatość moich włosów. Może warto przyjrzeć się swojej pielęgnacji, może akurat Twoje włosy też potrzebują zmian ☺

Suszenie dyfozorem

Na początku kiedy zaczęłam stylizować włosy żelem czy kremem robiłam to podczas wieczornego mycia włosów i zazwyczaj szłam spać w jeszcze wilgotnych włosach, przez część czasu to mi się sprawdzało jednak po pewnym czasie kiedy kondycja włosów się polepszyła po takim myciu i nocy włosy wyglądały źle, były spuszone, przyklapnięte i wręcz ”krzywe”. Myślałam wówczas, że jest to kwestia użytego stylizatora, lub jego ilości jednak była to kwestia schnięcia włosów. 

Włosy zaczęłam myć nieco wcześniej, aby miały szansę lekko same podeschnąć (ok 20-30 min) i suszyłam je dyfuzorem. Zmiana ta wpłynęła wówczas pozytywnie na wygląd moich włosów, a zwłaszcza na poprawę skrętu i jego trwałość. 

Mycie włosów w głową w dół

Ta zmiana dała u mnie lepsze efekty ze względu na ładniejszy skręt włosów, który uzyskałam. Przez długi czas myłam włosy na stojąco (pod prysznicem) i efekty po takim myciu i stylizacji wydawały mi się całkiem okej jak na moje możliwości. Kilka razy zdarzyło mi się umyć je z głową w dół i wówczas widziałam, że lepiej wyglądają. Teraz zawsze myję i stylizuję włosy z głową w dół i nie zamierzam wracać do poprzedniego sposobu mycia włosów.

Mycie z głową w dół pozwoliło mi dotrzeć do większej ilości włosów podczas aplikacji stylizatora, co sprawiło, że włosy po takiej stylizacji wyglądają lepiej, są lepiej utrwalone i mają znacznie większą objętość. Jeśli chodzi o minusy to niestety ucierpiały na tym troszkę włosy z tyłu głowy, które lubią się podczas takiej stylizacji plątać.

Olejowanie

To pierwsza rzecz którą wprowadziłam na samym początku mojej włosowej pielęgnacji. Jest to jeden z takich elementów bez których moje włosy obecnie na pewno nie wyglądały by tak jak wyglądają. Olejowanie przede wszystkim w przeciągu tych pięciu lat poprawiło stan moich włosów. Dzięki regularnemu olejowaniu mogłam także w końcu zapuścić włosy gdyż końcówki były w znacznie lepszym stanie. 

Zdarzały mi się przerwy od olejowania, czasem dłuższe, czasem krótsze czy to ze względu na brak czasu czy brak możliwości (praca za granicą). I zawsze po takiej przerwie w olejowaniu niestety widziałam znaczne pogorszenie się ich kondycji ale dzięki temu wiem jak ważne jest ono dla moich włosów. Tak jak pisałam wcześniej, nie robię tego już tak często jak kiedyś ze względu na niższą porowatość jednak na pewno nie zrezygnuję z tego w mojej pielęgnacji. Więcej na temat olejowania w TYM wpisie.

Podsumowanie

Wszystkie zmiany, które opisałam powyżej wpłynęły na poprawę stanu moich włosów. Jednak każda z nas posiada inne włosy, a zatem na każdych włosach może spisywać się dobrze coś zupełnie innego. 

Nie jest też rzecz jasna tak, że teraz moje włosy są idealne i zawsze się pięknie prezentują jednak doszłam do takiego momentu, że w miarę szybko staram się zwalczać włosowe kryzysy i też przede wszystkim nie przejmować się nadmiernie gorszymi momentami włosowymi bo wiem, że każdemu one się przytrafiają. Dodatkowo warto pamiętać, że w przypadku fal gorszy wygląd na drugi czy trzeci dzień jest czymś bardzo częstym i pewnych rzeczy się nie przeskoczy.

Warto zatem z rozsądkiem podejść do tematu pielęgnacji, testować, eksperymentować i sprawdzać, co nam służy, a jeśli już służy to tego się trzymać, czasem nawet wbrew innym radom jakie możemy znaleźć w internecie. 

Mam nadzieję, że może któreś z moich zmian i rad pomogą i Tobie! Będę wdzięczna jeśli podzielisz się swoją opinią.

Karolina